Kobieta Anniel: Agata Ziółkowska

Ciało jak skała, przez lata skrupulatnie, ale też z rozmysłem rzeźbione. A w głowie spokój i miłość. To – w dużym skrócie – obraz kolejnej kobiety Anniel, tancerki i nauczycielki baletu Agaty Ziółkowskiej.

Bez ćwiczeń moje ciało przestaje być wygodne – mówi Agata, bohaterka kolejnej odsłony cyklu przygotowywanego wspólnie z marką Anniel, rozkochana w tańcu baletnica, mama Wandy i Marcela, żona Tomka. Tłem naszej rozmowy jest – a jakże – pastelowa sala ćwiczeń w Kulturze Fizycznej, Rodzinnym Studiu Ruchu założonym przez Agatę i jej przyjaciółkę Dorotę. Agata jak zawsze cała w uśmiechach, cudownie smukła i gibka, porusza się tak, jakby ledwie muskała podłogę. Musicie ją poznać.

Co czujesz, kiedy tańczysz?

To jest taki stan, w którym niewiele się czuje. Nic nie boli, nic nie martwi, przenosisz się gdzieś daleko. Cudowna metoda na oderwanie się od rzeczywistości. Lata minęły, zanim się tego nauczyłam, ale warto. Często na scenie musiałam sama siebie sprowadzać na ziemię: Hej, kobieto, ludzie patrzą! Tylko nie odpływaj i nie zapomnij układu – to taki mój narkotyk (śmiech).

Kiedy zaczęłaś?

Moją przygodę z baletem zaczęłam jako mała dziewczynka. Nie marzyłam wtedy o zostaniu baleriną. Uwielbiałam się dużo ruszać, ćwiczyłam akrobatykę i ciągle było mi jej mało. Moja mama wpadła więc na pomysł, żebym spróbowała sił w profesjonalnej Szkole Baletowej, gdzie tańczy i ćwiczy się całymi dniami. Przyznam szczerze, że dostanie się do niej graniczyło z cudem. Na egzaminy zjeżdżały się dzieci z całej Polski. Wszystkie znały już podstawy i widziałam po nich, że dokładnie wiedziały, na co się szykują. Ja za to byłam totalnie zielona. I patrząc z perspektywy czasu, cieszę się, że moja mama nie robiła mi żadnego ciśnienia. Potraktowałyśmy to jak przygodę i udało się.

 

Jestem świeżo po seansie filmu „Girl”, co prawda balet jest tam tylko tłem, ale mocnych obrazków morderczego treningu nie brakuje.

Pewnie czekasz teraz na opowieść o cierpieniu, łzach, krwi tryskającej z baletek. Tak ludzie wyobrażają sobie naszą szkołę. Wiesz, ja od zawsze umiałam podchodzić do wszystkiego z dystansem. Nie denerwować się rzeczami, na które nie mam wpływu, nawet jako dziecko. Miałam też szczęście, bo trafiłam na wspaniałą nauczycielkę, która zobaczyła we mnie potencjał i wspierała mnie przez całą szkołę, a nawet w dorosłym życiu. Pięknym zwieńczeniem mojej edukacji było zajęcie pierwszego miejsca na Ogólnopolskim Konkursie Absolwentów Szkół Baletowych. Miałam predyspozycje, byłam zawzięta, ale miałam też w życiu szczęście do mądrych ludzi. Jestem za to wdzięczna losowi.

Co zbudował w tobie balet, co wzmocnił?  

Znam swoją wartość. Od dziecka obcowałam ze sztuką, zwiedzałam świat, poznawałam wielkich ludzi, całe mnóstwo ludzi! Mam zaszczepioną potrzebę ruchu oraz ciało w wiecznej formie, znam kilka języków, uprawiam bardzo niszowy zawód i daje mi to poczucie wyjątkowości. Poza tym nic nie zastąpi tego cudownego uczucia, kiedy stajesz na scenie przed publicznością i robisz to, co kochasz.

Często obecnie trenujesz?

Trochę brakuje mi czasu na własne treningi. Nie liczę prowadzenia zajęć, bo wtedy nie skupiam się na swoim ciele, tylko na ciałach uczestników. Z utęsknieniem wyczekuję września, który da mi więcej możliwości i na pewno zaowocuje to w nowe kursy. Ruszam się jednak codziennie, to moja praca. I chyba inaczej bym nie umiała. Bez ćwiczeń moje ciało przestaje być wygodne. Tak wygląda moje życie od 10 roku życia, z przerwami na rodzenie dzieci. To dla mnie naturalny element dbania o siebie, jak mycie zębów.

Bez jakich przyrządów, ubrań treningowych i innych pomocnych przedmiotów nie zaczynasz ćwiczeń?

Mój trening zazwyczaj zaczynam, wskakując w wygodne legginsy. A najlepsze są takie, których niemal nie czuć na ciele. Uwielbiam legginsy. Kto mnie zna, wie także, że nie lubię ćwiczyć na gołej podłodze. Nawet w teatrze za kulisami, żeby się rozgrzać, muszę rozłożyć sobie kawałek maty. Mam wrażenie, że dzięki niej zawłaszczam sobie trochę strefy tylko dla mnie – to taka namiastka prywatności. Na niej jestem ważna tylko ja, chociaż wokół może być tłum. Lubię różnego rodzaju pomoce: gumy do rozciągania, koło do jogi, piłki do masażu, bo usprawniają trening.

Co sprawiło, że zdecydowałyście się ze wspólniczką założyć Kulturę Fizyczną?

Obie z Dorotą jesteśmy mamami. Kochamy nasze rodziny i ruch. Stad pomysł stworzenia miejsca, gdzie całe rodziny mogłyby obcować z ruchem. Nie podobały nam się sieciowe studia, z tłumem na sali i brakiem atencji prowadzącego, bez klimatu, bez duszy. 

U nas jest inaczej. Grupy są małe, nikt nie jest anonimowy, mamy przez to bliższy kontakt z klientami. Znamy każdego, kto do nas przychodzi. Stworzyłyśmy to, czego nam brakowało na rynku w najbliższej okolicy. A po naszym studiu widać, że tworzą go matki, bo daje się tu wyczuć domową atmosferę. Jest przytulnie, kameralnie i miło. Bez presji, bez pośpiechu, bez lansu.

Po wysiłku trzeba się zrelaksować. Jaka jest twoja metoda?

Moje ciało bardzo lubi rozciąganie i mam już taką wyrobioną potrzebę. Bez stretchingu czuję się jak po walce na ringu. Do tego obowiązkowa kąpiel, najlepiej z dodatkiem olejków zapachowych – to też trochę dla umysłu. No i słuchawki na uszy. Przyjemna muzyka potrafi zdziałać u mnie cuda. Padam na twarz, ale z uśmiechem.

Gdzie założysz swoje nowe Anniele?

Pytanie powinno brzmieć: Kiedy zamierzasz zdjąć swoje nowe Anniele? Są tak delikatne i wygodne, że nie czuję ich na stopach!

.

KWESTIONARIUSZ ANNIEL

Twoja największa pasja? Ciągle balet.
Guilty pleasure? 
Poranne spanieWszyscy wiedzą, że kocham spać rano.
Ukochane comfort food? Zdecydowanie czekolada.
Ulubiona książka? Baśnie, ale trudno mi wybrać jedną. Dzieci maja mnóstwo książek, bo tak naprawdę kupuję je trochę dla siebie. Uwielbiam wieczorami im je podkradać i uciekać w magiczne krainy… Tak to już jest z baletnicami. Są trochę jakby wyrwane z bajki (śmiech).
Ulubiony magazyn? „Usta”.
Ulubiona płyta? Waham się miedzy Francoise Hardy, Niną Simone i Justinem Timberlakem. Mam mnóstwo płyt. Podoba mi się raczej twórczość z przeszłości. Uwielbiam słuchać jazzu, starego francuskiego rapu. Nie trawię syntezatorów i innych wynalazków.
Ulubiony kosmetyk? Żel aloesowy.
Ulubiony zapach? Mam ich kilka. Daisy so fresh Marc Jacobs, Hot Couture Givenchy, Hypnotic Poison Dior. Uwielbiam otaczać się pięknymi zapachami, są dla mnie jak narkotyk.
Ulubiony film? 
,,Don Camillo”, ,,Wielka włóczęga”. Uwielbiam stare komedie, najlepiej włoskie albo francuskie.
Ulubiona bieliźniana/biżuteryjna/modowa marka? 
Le Petit Trou / Poly / Roxy i & Other Stories.
Ulubiony tancerz/tancerka? 
Kiedyś Darcey Bussell – moja bogini z czasów szkoły oraz solistka z naszego Teatru Wielkiego, Izabella Milewska. Z obecnie tańczących: przepiękna Diana Vishneva oraz Petra Conti.
Ulubiona dyscyplina sportu? 
Joga, bo kto zacznie, ten przewartościowuje życie, zwalnia tempo, wsłuchuje się w siebie – to uzależnia. To nie tylko sport, to sposób życia. Stajesz się lepszym człowiekiem dla siebie i otoczenia – serio.
Twój ulubiony model Anniel? 
Oczywiście lekkie jak piórko jazzówki Anniel Dotty. I już się przymierzam do balerinek. To chyba do przewidzenia, a te obcasy Black Swan… Ach, same cuda!

*

Agata wybrała model Anniel Dotty.

Agata Ziółkowska – rocznik 1985. Tancerka Polskiego Baletu Narodowego, nauczycielka baletu i jogi. Współzałożycielka Rodzinnego Studia Ruchu – Kultura Fizyczna. Urodzona warszawianka. Uwielbia styl retro i zieleń roślin – bez tego nie wyobraża sobie najbliższego otoczenia. Mama dwójki dzieci: Marcela i Wandy.

Brak produktów w koszyku