Kobieta Anniel: Agnieszka Wąsikowska

Z tą dziewczyną chciałoby się gadać bez ustanku, gapiąc się przez okno jej cichego mieszkania na Saskiej Kępie. Poznajcie nową bohaterkę cyklu Kobieta Anniel, dziennikarkę i mamę Konstantego, Natalię Sosin-Krosnowską.

rozmawiała: Dominika Janik / foto: Monika Lenarczyk

Agnieszką Wąsikowską spotkałyśmy się po raz pierwszy przy okazji rozmowy o rodzicielskiej codzienności, gdzie świetnie wyłożyła ideę balansu pomiędzy byciem z córką i potrzebą samorealizacji: Piszę z nią, układam sobie w głowie scenariusz i opowiadam jej, zabieram na próby i spotkania. Tańczymy do muzyki ze spektaklu, żeby we mnie coś się tworzyło, a dla niej, żeby to była dobra, rozwijająca zabawa. Takie win-win. Już wtedy zaciekawiło mnie bardzo, co jej pomaga w układaniu sobie rzeczywistości, co pozwala synchronizować zadania, działać twórczo i na każdym polu wygrywać. I wreszcie udało mi się ją przepytać z amuletów, ukochanych smaków i zapachów oraz wypraw do łowickich lumpeksów. Poznajcie ją, nową bohaterkę cyklu Kobieta Anniel, tworzonego przy wsparciu marki Anniel.

 

Pamiętasz uczucie, które towarzyszyło ci, kiedy po raz pierwszy przekroczyłaś próg Willi pod Zwariowaną Gwiazdą? Zważywszy na jej historię i architektoniczny majestat to musiało być coś. 

Tak, zdecydowanie to było coś. Przyszłam w zupełnie innej sprawie do zoo. Pani Ewa Zbonikowska, która wraz z córką Olgą opiekuje się Willą, chciała mi ją przy okazji pokazać. Weszłam i od razu przepadłam. Przeszłyśmy na taras i tam od razu powiedziałam pani Ewie: Wiem, że to szalone, ale musimy tę historię opowiedzieć. I to tutaj, w tym właśnie miejscu. Pani Ewa przyjęła pomysł z dużą otwartością i tym sposobem po kilku miesiącach, przy wsparciu Muzeum Historii Polski, powstał spektakl „Tylko to, co zrobić należało”. To miejsce jest intensywnie nasycone – obecnością Antoniny Żabińskiej i innych mieszkańców, całą tą niesamowitą historią i emocjami, które tutaj się pojawiały. Wchodzisz tu i od razu czujesz, że tutaj wydarzyło się coś wielkiego i dobrego. To miejsce koi. Jak usłyszałam kiedyś od jednego z widzów – to jest taka historia, która zmienia perspektywę.

Masz świetny styl, minimalistyczny, ale dopracowany co do detalu. Wiem też, że przykładasz dużą wagę do biżuterii. Powiedz, jak patrzysz na modę, czy jest ona dla ciebie ważna na poziomie codzienności i czy w czymś pomaga? Albo zawadza?

Mam wrażenie, że z wiekiem moda jest coraz mniej ważna. Niebawem stuknie mi rok bez kupowania ubrań (z wyłączeniem używanych) i w ogóle nie brakuje mi tych zakupów. Bardzo lubię biżuterię od polskich projektantów, jak Pola ZagMatylda Zielińska i Natalia Kopiszka to moje ulubienice. Na Saskiej Kępie jest butik internetowego sklepu Cloudmine, tam mogę spędzić pół dnia oglądając przepiękne ubrania i przedmioty od polskich projektantów. A na co dzień, hmmm… Odprowadzam i odbieram syna z przedszkola odziana w dres. Po domu chodzę w dresie, bo i tak wszędzie jest psia sierść, więc nie ma sensu się stroić, bo szkoda ładnych ubrań. Mam też wrażenie, że nasyciłam się ,,ładnym ubieraniem” i w ogóle ,,ładnym wyglądem” za sprawą pracy. Im bardziej musiałam wyglądać odpowiednio ,,do kamery”, tym bardziej w życiu prywatnym stawiałam na wygodę. Nie maluję się na co dzień i uważam, że w dżinsach i trampkach wyglądam fajnie.

 

Wspominałaś wcześniej, że zamierzasz uczyć się odpoczywania. Jak wymarzyłabyś sobie idealną labę?

Uczę się leżeć bez wyrzutów sumienia. Uczę się siedzieć z książką kiedy w mieszkaniu

Pamiętasz uczucie, które towarzyszyło ci, kiedy po raz pierwszy przekroczyłaś próg Willi pod Zwariowaną Gwiazdą? Zważywszy na jej historię i architektoniczny majestat to musiało być coś. 

Tak, zdecydowanie to było coś. Przyszłam w zupełnie innej sprawie do zoo. Pani Ewa Zbonikowska, która wraz z córką Olgą opiekuje się Willą, chciała mi ją przy okazji pokazać. Weszłam i od razu przepadłam. Przeszłyśmy na taras i tam od razu powiedziałam pani Ewie: Wiem, że to szalone, ale musimy tę historię opowiedzieć. I to tutaj, w tym właśnie miejscu. Pani Ewa przyjęła pomysł z dużą otwartością i tym sposobem po kilku miesiącach, przy wsparciu Muzeum Historii Polski, powstał spektakl „Tylko to, co zrobić należało”. To miejsce jest intensywnie nasycone – obecnością Antoniny Żabińskiej i innych mieszkańców, całą tą niesamowitą historią i emocjami, które tutaj się pojawiały. Wchodzisz tu i od razu czujesz, że tutaj wydarzyło się coś wielkiego i dobrego. To miejsce koi. Jak usłyszałam kiedyś od jednego z widzów – to jest taka historia, która zmienia perspektywę.

Piękne i celne.

To jest też główny powód – dla mnie oczywiście – do robienia teatru. Żeby opowiadać historie, które mogą zmienić perspektywę. Które pozwalają albo pomagają coś zredefiniować. Może dowiedzieć się czegoś o sobie przy okazji, coś sobie ze sobą na nowo ustalić.

Co cię napędza w twojej reżyserskiej pracy? Co poczytujesz i czym się karmisz, kiedy łakniesz inspiracji? 

Czytam dużo, kompulsywnie, fragmentami albo wręcz przeciwnie – tomami. Często napoczynam książki albo zaczynam od środka. Biorę dwa zdania z przypadkowo otwartej strony i noszę w sobie przez tydzień. A kiedy indziej zaczynam coś czytać i czytam w wannie, podczas gotowania i przez pół nocy. Literatura jest dla mnie niezwykle istotna, a – jako źródło inspiracji – ważniejsza niż film i chyba powoli ważniejsza niż teatr. Czytam dużo polskiej literatury, dużo kobiecej też – zawsze miałam hopla na punkcie silnych kobiet.

Co jeszcze daje ci do myślenia?

Tak naprawdę najwięcej inspiracji znajduję w codzienności. Takiej najzwyklejszej. Strzępki zdań, które usłyszę. Jakieś sytuacje mijane na spacerze. Odczucia, wzruszenia. Chyba to jest mi najbliższe: żeby opowieść zaczynała się od emocji. Kiedy coś poczuję, skądkolwiek to do mnie przyjdzie, kiedy jakiś fragment rzeczywistości mnie poruszy – mogę, a czasem po prostu muszę, opowiadać dalej.

Wspominałaś, że przed tobą debiut przed kamerą w TVP Kultura. Opowiedz więcej! 

Tak, niedawno odbyłam moją pierwszą rozmowę przed kamerą z Katie Melua. Bardzo to przeżywałam – zarówno pojawienie się po raz pierwszy z drugiej strony kamery niż zwykle, jak i samą rozmowę z artystką, której słucham od wielu, wielu lat. Ale było to naprawdę serdeczne spotkanie. Katie Melua wytwarza taką aurę, że rozmawiając z nią, czułam się całkowicie bezpiecznie. Ta rozmowa odbyła się na Festiwalu Chóralnym Legnica Cantat, z którego właśnie wróciłam. I nie przesadzę, kiedy powiem, że to był jeden z najbardziej energetyzujących i magicznych dni w moim życiu. 

Niesamowite rozmowy z Renatą Przemyk, Kamilem Bednarkiem, Piotrem Cugowskim. I z Katie Melua właśnie, pięknym człowiekiem. Słuchałam prób i koncertu „Age of Sing”, którego idea opiera się na zestawieniu głosów artystów w formule a capella z chórami i beatboxem Zgasa. Wielkie wow! Płakałam, tańczyłam, śmiałam się – pierwszy raz w życiu czułam nawet takie wewnętrznie gilgotanie, kiedy Zespół Rondo wykonywał przezabawne „Coconut Nut”. Czułaś kiedyś coś takiego? Że cię łaskocze w środku muzyka? Kosmos. Totalnie mnie ten świat pochłonął.

No jasne, o to gilgotanie w życiu chodzi.

Tak! Wracam dziś i mam w sobie to uczucie, że kocham ludzi, że są piękni. I właśnie ta praca mi otwiera takie możliwości – miliona spotkań, odkryć, poznawania nowych rzeczy, ciągłego rozwijania się.

Jak patrzysz na przedmioty? Czym się otaczasz? Może coś kolekcjonujesz?

Kocham świeczki o zapachu drzewa sandałowego albo bawełny. Uwielbiam też pisać pradawną metodą, używając do tego celu papieru i długopisu (śmiech). Więc i tego mam zapasy: notesy, notesiki, szkicowniki, wszystko uwielbiam.

Ubrania, które nosisz są przemyślane, mają wspólny mianownik. To kimono wyszperałaś w jednym z twoich sekretnych lumpeksów. Zdradź proszę, czym się kierujesz przy zakupie?

Lubię boho, ale nie takie mocno romantyczne, raczej kowbojskie. A z drugiej strony minimalizm i wygodę. Lubię łączyć te dwa sprzeczne światy. Szukam w lumpeksach, czasem kupię coś u polskich projektantów. Lubię wymianki – ostatnio trafiłam w ten sposób na piękną sukienkę Masz wiadomość od Risk Made in Warsaw, w niemożliwym do zdobycia graficie. A kimono, które mam na sobie na zdjęciach, kupiłam w łowickim lumpeksie za 3 zł. Leżało sobie spokojnie wśród rzeczy, których nikt nie chciał przez cały tydzień kupić.

Czy masz swoje amulety, coś, co daje ci spokój i natchnienie? 

Lubię świeże kwiaty i kawę w ulubionym kubku bez ucha. Lubię wczesne poranki. I deszcz. Deszcz zawsze mi przynosi natchnienie.

Życzę ci dużo przyjemności. I dziękuję za rozmowę.

KWESTIONARIUSZ ANNIEL

Twoja największa pasja? Wymyślanie, pisanie, konstruowanie opowieści. Podróże. I rodzina.

Ukochane comfort food? Słodkie bułki. Z czekoladą. Z Nutellą. Z malinami. Ciepłe najchętniej. Ogólnie bułki (śmiech). I kawa do tego.

Ulubiona książka? „Fale” Virginii Woolf

Ulubiony magazyn? „Wysokie Obcasy”

Ulubiona płyta? „How Big, How Blue, How Beautiful” Florence & The Machine

Ulubiony film? „Melancholia”. I „Między słowami” – nie jestem w stanie policzyć, ile razy go widziałam.

Ulubiony reżyser? Filmowo Lars von Trier. Teatralnie Krystian Lupa.

Ulubiona sztuka teatralna? „Persona. Marilyn” Krystiana Lupy

Ulubiony kosmetyk? Serum normalizujące Resibo

Ulubiony zapach? Fern 2, perfumy stworzone przez Annę Bojarę, perfumiarkę i pilarkę (gra na pile muzycznej) z Warszawskiego Combo Tanecznego. Zresztą tu w Willi pokochałam ten zapach.

Ulubiona bieliźniana/biżuteryjna/modowa marka? Nie mam/Matylda Zielińska/The Odder Side

Ulubiona dyscyplina sportu? Joga, bieganie, rower.

Twój ulubiony model Anniel? Złociste jazzówki Anniel Natural.

Brak produktów w koszyku